Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imprezy kulturalne i Festiwale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imprezy kulturalne i Festiwale. Pokaż wszystkie posty

Federico Fellini. Cyrk iluzji

To tytuł wystawy zorganizowanej w jednej z sali gmachu Fundacji Caixa Forum, w Barcelonie, gdzie można było bezpłatnie przypomnieć sobie najważniejsze i najbardziej autobiograficzne ujęcia z filmu „La dolce vita” oraz przelecieć żwawym wzrokiem ważniejsze motywy twórczości włoskiego neorealisty.
Poza szkicami z pamiętnika, w którym reżyser zapisywał swoje sny, a następnie wykorzystywał je do realizacji telewizyjnych reklam; mogliśmy także podziwiać fotografie zza kadru i te najbardziej popularne z filmu, przy czym nie zabrakło telewizyjnych nagrań rejestrujących wywiady przeprowadzone przez włoską telewizję z reżyserem jak i jego przyjaciółmi,a tym samym współtwórcami, do których należał m.in.: Rossellini. Oczywiście nie mogło obejść się bez sławnych urywków z filmu oraz wyjaśnienia przyczyn ich realizacji, które dotyczyły głównie wydarzeń z życia codziennego Włochów, często odwiedzanych przez znane osobowości.

Marta Barglik



Sam Stourdzé, Federico Fellini. Cyrk iluzji.

„Nie chce nic demonstrować, chce to pokazać” F.Fellini

Fellini tworzy swoje historie. Dokumentuje je, eksponuje, zna i poddaje weryfikacji. Cały czas odnawia świat, w którym żyje, zbliżając się ku czemuś realniejszemu po to, aby przedstawić to w swoich filmach, zainscenizować. Analiza pierwszego odkrycia stanowi sekwencję fabryki wyobraźni - typowo felliniańskiej.

Cyrk Fellini
Zanim rozpoczął on swoją kinematograficzną karierę, dziewiętnastoletni młodzieniec z Rimini przeprowadza się do Rzymu i zaczyna prace jako karykaturzysta. Pierwsze kroki stawia publikując w 420 o Il Travano, a następnie, w Marc’Aurelio. Od razu prezentuje swoje mistrzostwo w sztuce karykatury; postanawia naświetlić wydarzenia dnia codziennego kilkoma machnięciami, które tworzą bliski jemu świat - przestrzeń groteskowej rzeczywistości - w rezultacie obszar dziecięcych wspomnień, które szybko stanom się głównym motywem w jego prezentacji.
Jednak, kim są wszystkie te dziwaczne postacie, które pojawiają się w każdym filmie Felliniego? Komicy, wspomnienia, atrybuty sceniczne. To niezrównoważenie historii, to jego główny element. To modernistyczni spadkobiercy tradycji sztuki groteski, to żyjące karykatury, które reżyser filmuje z ogromną pasją, i które następnie komponują świat Felliniego, usytuowany pośrodku, między karnawałem i świętością. Wszystko razem tworzy jego osobiste grono rodzinnych postaci biorących udział w jego cyrku, cyrku Felliniego.
Jego inspiracje podlegają symultanicznemu procesowi tego co go otacza i czym jest otaczany, fakty z życia codziennego (prawdziwe czy wymyślone) przenikają się z jego wspomnieniami. Z jednego filmu na drugi Fellini wznawia tę samą historię, prezentując ją jedynie w nowej perspektywie, zmieniając główną oś położenia kamery. W wielu swoich filmach reżyser nanosi obraz tych samych elementów wydarzeń. Nie chodzi tutaj o powtórzenie tej samej historii, lecz jej unaocznienie wzbogacone głębszym odczuciem.
Za przykład posłużą nam dwie sceny z filmu: spowiedź Amarcord’a, z 1973 roku i wizja z „La citta delle donne”, z 1980, których porównanie zilustruje nam rozwój myśli artystycznej. W obu, Fellini tworzy definicję typologii żeńskiej, aby następnie poszerzyć ją w kolejnej prezentacji. Bohater filmu Amarcord, Titta (Bruno Zanin) musi odpowiedzieć na pytanie księdza: „Co cię gnębi? Przecież wiesz, że święty Luis płacze gdy cierpisz!” Element introspekcji ilustruje żeńską interwencję myśli Titta, którą tworzą przeróżne formy dupci i cycków… Przestrzeń jego obsesji wypełniają postacie takie jak sprzedawczyni tytoniu o niekształtnym biuście, nauczycielka matematyki przypominająca lwicę, podróżniczki siedzące na siodełkach swoich rowerów w dzień świętego Antoniego czy nimfomanka Volpina, kończąc na Gradisce, żeńskim wampirze, który wchodzi do kina…
Po siedmiu latach sekwencja z „La citta delle donna” stanowi część tego samego modelu, tej samej typologii, lecz tym razem w formie wspomnienia. Nie dotyczy ona spowiedzi nastolatka, lecz próby zanurzenia się w podświadomość bohatera filmu, którego gra Marcello Mastroianni, aktor, który często utożsamiany jest z alter ego reżysera.

Snaporaz (Marcello Mastroianni)zagubiony pięćdziesięciolatek, który słyszy dziwne odgłosy spod swojego łóżka, spogląda pod nie i odkrywa sekretne przejście. Stanowi ono część ślizgawki, tej z placu zabaw, po której zjeżdża w dół. Tym samym zaczyna spływać z niego dojrzałość wyobraźni, której serce trzyma w fabryce imaginacji. Z każdym kolejnym uniesieniem, zafascynowany Mastroianni zauważa kolejno wyłaniające się postacie kobiet, każda z nich niesie ślad wspomnień z jego dzieciństwa, kumulację jego pierwszych erotycznych turbulencji. Dzieciństwo zaprezentowane w taki sposób, jak u Amarcorda, stanowi konstrukcję kompendium jego własnych obsesji na punkcie kobiet, w skład których wchodzi sprzedawczyni ryb, pielęgniarka, sprzączka, wampirzyca, wdowa z cmentarza, mityczne aktorki ze znanych filmów, i w końcu prostytutka na wystawnym tle.
Poza podobieństwem formy obu sekwencji filmowych, pojawia się w nich także ważny element ewolucji, dotyczącej sposobu zaprezentowania owego tematu. W „Amarcord” mamy do czynienia z narracją klasyczną, podczas gdy w „La citta delle donne” przejawia się ona w formie obrazów, które moglibyśmy nazwać zespołem wyobrażeń – bliskim zagadnieniom Junga. Ześlizgnięcie w dół jest metaforą przemieszczenia się nieświadomości, poszukiwaniem we wspomnieniach. Plac zabaw i zjeżdżalnia symbolizują miejsce różnic.
W scenie wizji z „La citta della donne”, trzy staruszki demonstrują każde ze wspomnień, i każdą nową żeńską ich reprezentację. Wyobraźnia przekształca się w kabaret mentalności, wizualny repertuar, który wzbogacają twórcze niezaspokojenia, składające się na film.

Obraz z teorii Junga
Na początku lat sześćdziesiątych Fellini zaczyna odwiedzać psychoanalityka, doktora Ernsta Bernharda i odkrywa Junga wraz z jego teorią snu oraz pojęciem nieświadomości zbiorowej. Reżyser zaczyna zapisywać swoje sny, których tekst i szkice stanowią rodzaj terapii – ćwiczenie to kontynuuje do roku 1990. Felliniego zaczynają pasjonować prace i myśl Junga, gdyż tworzą one idealną proporcję struktury teorii jego własnej eksplozji w filmach, podobnie jak wyjaśnia to psychoanalityk: „Moje profesjonalne doświadczenie uświadczyło mnie kilka razy w tym, co wyjaśniam, że obrazy i idee; biorąc także pod uwagę ich senne reprezentacje, nie zawsze stanowią cześć naszej pamięci, lecz eksponują one elementy nowych myśli, które jeszcze nie zdołały wykształcić się w części naszej świadomości”.

Wraz z 8 ½ twórca zwraca się ku introspekcji i poszukuje on języka kinematograficznego, aby móc wyrazić nim wewnętrzne emocję, oscylujące między podświadomością, wspomnieniami a snem. Fellini opisuje swojego przyjaciela Georges'a Simenon'a w „La citta delle donne”, w taki sposób: „podczas tych kilku dni, kręcąc sekwencję, która w pewien sposób mogłaby przynależeć do kategorii pod nazwą „wizja”; to długa podróż, upadek bohatera, który zjeżdża ze ślizgawki w kształcie spirali, znika, i znów się pojawia, aby wgryźć się w rażącą obskurność własnej mitologii żeńskiej”.

Okoliczność obrazów


Kino Felliniego stanowi w większości przestrzeń między rzeczywistością i jej percepcją. Świadomy tego autor, tak jak i siły, jaka to wszystko otacza, Fellini ciągle eksponuje ważność obrazu i znaczenia, jakie w sobie niesie. W II połowie XX wieku reżyser, poszerzając dominantę całości, zrelacjonowaną w obrazie, odmierza odległość mediacji między tym czymś realnym, a tym co już przeistoczyło się w spektakl. Fellini powiela te same obrazy, poszukuje ich źródła i stawia pytanie nad przyszłością. Pomimo to nigdy nie wierzył w swoja neutralność, wręcz przeciwnie, zrozumiałym stał się dla niego fakt, że obrazy go manipulują lub interpretują go samego. Możliwe, że jest to owoc dystansu, jaki oddzielił go od karykatury, bądź też wynik spadkobierczyni idei lub też zrozumienie ideologii politycznej okresu neorealistycznego…

Jedno jest pewne. Fellini jest współcześnie urodzonym obrazem medialnym.

Równoległy rozwój kina i prasy ilustrowanej otwiera drzwi ku nowych prezentacją formy. Jego medialne skłonności tworzą narodziny tego, co ma wpływa na jego zaprezentowanie się jako gwiazda filmowa. Gazety pełne portretów, nagłówki reklamowe, propaganda czy telewizja, i nade wszystko kino modelują obraz realny, tworząc tym samym nowy ruch kultury popularnej, której Fellini staje się pionierem.

Historia sceny z fontanną di Trevi stanowi syntezę całokształtu obrazów, a analiza ich, drogę etapu kreacji artystycznej reżysera. Felliniego inspirują obrazy z serii fotograficznej Pierluigi opublikowanej w 1958 roku, w „Tempo”: w jeden z ciepłych, letnich wieczorów, Anita Ekberg wchodzi do fontanny di Trevi, aby się odświeżyć. W marcu 1959 roku, Fellini kręci tę samą scenę z Ekberg do filmu „La dolce vita”, przy czym aktorka ubrana jest w czarną suknię i pojawia się w towarzystwie szarmanckiego mężczyzny. Począwszy od pierwszych stron „Tempo”, a skończywszy na filmie Felliniego zaczynają krążyć obrazy, i w taki właśnie sposób proces artystycznej kreacji, jednego z reżyserów filmowych odnotowuje talent prawdziwej formy całej kinematograficznej materii.
Dwadzieścia siedem lat po „La dolce vita”, w roku 1987 Fellini odnawia w „Entrevista” sekwencję z fontanną. „Entrevista” w formie dokumentu: ekipy telewizyjnej z Japonii, która idzie w ślady Felliniego, krok po kroku. Reżyser interpretuje swoją rolę, a Cinecittà nie stanowi zmiany miejsca akcji, bo towarzyszy jej ta sama dekoracja. Spotykamy tutaj Mastroianniego przebranego za maga Mandrak’a, występującego w reklamie telewizyjnej. Ponieważ Fellini, przy pomocy entuzjastycznej ekipy telewizyjnej przenosi wszystkich do domu Anity Ekberg. Mag Mastroianni wyczarowuje ekran, na którym odtwarzany jest film „La dolce vita”. Przed oczami całego świata (tutaj ekipy telewizyjnej z Japonii) eteryczna para reinstaluje paroksyzm idylli, symbolu lat 60-tych, „słodkie życie”…
Zdecydowanie Fellini świadomy jest tego, że obraz który stworzył dwadzieścia siedem lat wcześniej nie jest tym samym obrazem. Przetworzony został w ikonę. Kolektywna pamięć przewartościowała go i zmieniła jego formę. Jego bohaterowie, przeciwstawieni swojej własnej formie i bezsilnej próbie swojego okazu. Marcello i Anita zestarzali się i zapomnieli już o sławie i dumie. Jednak nie przeciwstawiają się oni „La dolce Vita”, lecz jej obraz przeciwstawił się im samym; mit podziurawiony przez kolektywną wyobraźnię i nieświadomość. Wspomnienie, które dotyczy wszystkich nas.
W „Entrevista” Fellini nie chce wcale usprawiedliwić „La dolce vita”, lecz jej interpretację, jaka do niej przyległa. Dlatego też, na nowo interpretuje on scenę z fontanną, aby zademonstrować nam tę sam obraz. Zadziwiający jest fakt, że nikt nie zaobserwował w niej jego własnej interwencji, którą w rzeczywistości reżyser silnie akcentuje, po to, aby publiczność uświadomiła sobie towarzyszącą jej konwencję. Tak samo, odnawia sekwencję, zmieniając jej ramy, transformuje ją, modyfikując montażem, kopiując jej plan. Fellini tworzy na nowo kontekst sceny, skoncentrowanej na jego bohaterach. Prawdopodobieństwo dystrakcji już nie występuje, i w taki właśnie sposób odnawia kreację przedstawienia tej samej pary bohaterów. Sekwencja z fontanną, w „Entrevista” zdecydowanie wyznacza zmianę jego kreacji.
Przy czym Fellini idzie dalej. Ujęciom z „La dolce vita” towarzyszy inny rodzaj akompaniamentu muzycznego. W „Entrevi’ście” Marcello z „La dolce vita nie jest tym, który narzuca się Sylvii z „La dolce vita”, ani też Marcello z „Entrevist’y”, który zaleca się do Anity z „Entrevist’y”, lecz jest to Marcello z „Entrevist’y”, który zaleca się do Sylwii z „La dolce vita” pytając ją: „Kim jesteś? Boginią, matką, głębokim ocean, jeziorem. Ty jesteś Ewa…”. Od początku do końca narzucanie się projekcji tego samego obrazu sugeruje, iż Marcello zaleca się kinu…
W takim razie, dotyczy to ostatecznej kulminacji. Tam gdzie wszystko spotyka się ponownie, począwszy od rezurekcji motywu, a skończywszy ich medializacji.
W taki sposób kino, samo w sobie zaczyna się odkrywać.
Tramuntana 09



Festiwal Tramuntana 09 odbyła się po raz trzeci, w dniach 16, 17, 18 lipca, w Cadaques. Festiwal prezentuje projekty filmów eksperymentalnych, sztuki i tańca interaktywnego, zabaw audiowizualnych i live-cinema. Po zeszłorocznym festiwalu inspirowanym tematem Czterech Elementów, Tramuntana 09 skoncentrowała się w osi tematu Magnetyzm, pod nadzorem otwartej krytyki wolnej interpretacji artystycznych owego konceptu.
Tramuntana znajduje się pod znakiem kategorii MIAC’09 (6-tej edycji Międzynarodowego Maratonu Sztuki w Cadaques) i jest organizowana przez ACVEC (Akcji Kulturalnej Video-art i Elektroniki w Cadaques). Wstęp na festiwal jest bezpłatny.

Począwszy od piątkowych pokazów video-art w Figueres, 10-tego lipca, następnego tygodnia, w nocy z dani 15 na 16-ego lipca pod Latarnią morsą w Cap de Creus zaprezentowana została instalacja LIEBESLIED Eleny Font. Lustro przyjmuje swoje wcielenie, pochłaniając przemioty i tak, jakby zakochane produkuje to co odbija.



Następnie odbywa się konferencja z astronomem Tonim Guntin, dyrektorem Obserwatorium Astronomiczne w Castelltallat, po czym przechodzimy do obserwacji niebo przez teleskop.

ESPAI RESONARIUM



Następnego dnia (11-tego lipca) odbyły się warsztaty, na których eksperymentowaliśmy z częstotliwością. Zabawa polegała na eksperymentowaniu z dźwiękiem na przestrzeni pola elektromagnetycznego. Na którym Victor Mazon zainicjował świat schowany za naszymi zmysłami: elektromagnetyzm. Podczas bardzo prostych pokazów kreował on najprostszą formę wibracji wszelkiego typu przedmiotów metalicznych o wykończeniu dźwiękowym. To tak jakby, ktoś próbował zamanifestować charakterystyczne właściwości elementów rezonansu metalicznego (puszki, spinli, szpilki etc.), które mogą służyć jako przedmioty, używane do wyrażenia własnych ekspresji.


ESPAI CONEXTRARIUM

Tego samego dnia od godziny 19-tej rozpoczął się pokaz festiwalowych projektów i instalacji wraz z artystyczną ich interpretacją. Rozpoczyna ją WE ARE WAVES : instalacja interaktywna zaprezentowana przez Sebastian Gonzalez i Javier Chavarri.
Następnie wystąpił NARROW CAST MICRO TV, który swoim projektem zaprezentował, w jaki sposób można samemu utworzyć własny kanał telewizyjny, w sposób tani i zabawny. Można go zdefiniować jako system radiacyjny RF gdzie znajdują się pokazy takie jak "Cap nen sense maleta" zrealizowany w CITEMOR.


ESPAI OSCILARIUM

Drugiego dnia miejsce festiwalu zajmuje przylądek Cap de Creus na którym został zorganizowany pokaz filmów eksperymentalnych pod wspomnianym tematem festiwalu: MAGNETYZM. Między innymi można było zobaczyć:
El gran Ballet Europeo [CAT],
Joshua & Zachary [USA],
Gruppefish [CAT],
Anders Weberg [Suecia],
Beatriz Sanchez Sanchez [CAT],
Alessandro Amaducci [Italia],
Ivan Redondo Saldias [CAT],
Martyn Blundell [UK]
Po pokazach odbyła się prezentacja interaktywnego tańca Oscillare - Elektronicznego Preformance. Ruch ciała został rejestrowany przez osie magnetyczne, które kontrolowały własne elementy dźwięków i wizualizacji.
Następnie tuż przed 24:00 zajął miejsce Live Cinema Reallity Oscillator reżyserowany przez Animazon.
A na koniec Don Simon i Telefunken video animacja eksperymentalna z podkładem muzycznym.




ESPAI MAGNETARIUM

OD GODZINY 21:00 odbyły się pokazy filmów eksperymentalnych, zostały one podzielone na wie sesje. Zaprezentowali się między innymi:
Michael Basov [Russia],
Karen Curley [New Zealand],
Yoko Fukushima [Franca],
Stefanie L Ku [USA],
Rafael Sanchez [Alemanya],
Alessandro Amaducci [Italia],
Michele Santini [Italia]


ESPAI ELEKTRARIUM

EDUKANDO SHOWCASE & VJ MARC COLOMINES [IMAND]


Primavera Sound 2009





Od samego początku myślałam, że jednym z najlepszych dni festiwalu będzie piątek, prawdopodobnie ze względu na Dan Deacon, którego koniecznie chciałam zobaczyć. Wydaje mi się, po tym ile słyszałam, że był to jeden z udanych jego koncertów, tak jak z resztą każda jego improwizacyjna zabawna wersja. Poza tym cała reszta, czyli tyle ile nie ma sensu z nazwy wymieniać brzmieć musiała świetnie, tylko jednej rzeczy nie za bardzo mogłam zrozumieć, a mianowicie dlaczego Bloc Party znalazł się tak późno i na Estrella Damm scenie, wydaje mi się że w tym samym miejscu i o tym samym czasie, mógł grać ktoś inny, mniejsza o to, na bank warto było wejść na Audytorium aby posłuchać Joe Henry, albo zrobić sobie powtóreczke o wzmocnionej sile My Bloody...



Pomimo, że ominą mnie cały dzień zabawy, wyszło na to, że moim ulubionym dniem był zdecydowanie sobota, z poczatku wydawało mi się to mało atrakcyjne, chodzby nawet ze względu na to, że nie należałam do grupki tych fanów, którzy niemal przybyli tego dnia aby tylko zoabczyć Neil Young, po kilku utworach postanowiła poszykać jakiejś innej alternatywy. Problemem stał się jej brak...hola, hola po krótce znalzłam się na scenie Ray-Ban Vice i wcale nie żałowałam...
Oneida


świetnie przygodtowana do występu dała czadu i stała się moim pierwzym odkryciem sobotniego wieczoru! Po Plants&Animals, którzy nie zawiodli wszystkich tych zgromadzonych, jak jeszcze słóńce dokuczało i waliło w oczy, Herman Dune jak zawsze pozwolił mi na zdecydowany krok pozostania przy scenie Rockdelux raz jeszcze, gdzie kolejno zagrał Deerhunter i jeden z najlepszych nocnych wykonawców Simian Mobile Disco, który nie pozwolił odpocznąć nawet tym, którzy mieli podsunięci pod nos rum z coca-cola. Oczywiście faktem jasnym stał się powrót na wielka scene Estrella aby usłyszeć choć chwil pare Sonic Youth...lecz w moim wypadku kierunekiem zarządził Gang Gang Dance


który zabił mnie całkowicie, wyśmienity i bardzo brzmiący koncert, to było moje kolejne odkrycie dnia! Bo prostu rewelacja, warto było spędzić na ATP czas, aby słyszeć ich do samego końca....a potem dołączyć do grona wielbicieli Sonic i usłyszeć dwa, najlepiej chyba, wykonane utwory :) Po niewirygodnym brzmieniu Gang Gang miałam ochotę na coś więcej, pomimo że rytmy Simian Mobile Disco zgrały się lekko z muzyczną prezentacją Chemical Brothers lecz w tym własnie stylu, możnabyło spędzić jakiś czas na dobrze urobionej zabawie. Po wprawieniu przez Dj repture brzmienie zaczęło zmieniać się w jedną z podstawowych elektrycznych imprez, których bardzo bark na naszych polskich festiwalach, gdzie o godzinie trzeciej nad ranem, wschodzi słońce i wszyscy kończą zbawę...



Po miłej zabawie nadzszdł czas na wielkie poszukiwanie alkoholu, który stał się jednym znajwiększych problemów dla wszytkich, oh co za wieczór, jakie nerwy...ale szczerze.. podczas słuchania Zombie Zombie, w kolejce po cokolwiek do picia, warto było wręcz wystarczyło, aby zdecydować się na coś innego! nie brzmieli oni tak fajnie, jak ja bym chciała, tak jak ja oczekiwałam, i pozostało mi tylko tyle aby udać się na Dj Coco, o którym wspominał w czwartek Joe C. i posłuchać utworów starych i obecnych przed sceną wypełnioną publicznością...fakt ten znudził mnie bardzo więc ostatnią z muzycznych i lepszych przedsiewzięć stał się krok w stronę Dj Mehdi, który zakończył primaverową zabawę...

Tak, najsmutniejszą z rzeczy jest to, że już wszytsko się skończyłó, lecz jedną z najlepszych jest, że w sierpniu w Mysłowicach jest Festiwa OFF, wiec bedzie się znów działo...

Forum BCN


Bez wątpienia do jednych z ostatnich wydarzeń, o jakich warto wspomnieć należy muzyczne przedsięwzięcie w BCN – Primavera Sound – do której zjechało, w przeciągu trzech dni, 76.000 osób, aby wspólnie przy dzwiękach gwiazd i gwiazdeczek odkryć świat niezapomnianych wrażeń muzycznych. Niewiarygodnym stał się fakt, iż w przed ostatni dzień, ponad 30% niespodziewanych gości, walczyło w kolejkach o coś do picia! Wszystko po to aby tylko sie napić, maszyny do sprzedawania biletów sfiksowały, ludzie wariowali, a piwka brakło! Lecz poza undergroundowym stylem i małych organizayjnych wpadek, warto był przechadzać się od sceny do sceny, mijając po drodze David-Ivar z Herman Dune, zwariowanego Joe Crepusculo, Tom Yorka z rdzinką czy grupkę dobrze dobranych znajomych SonicYouth, którzy po swoim koncercie zdecydowali zostać do końca festiwalu, bawiąc się razem z nami przez sceną Pitchfork, skacząc i tańcząc przy Dj Mehdi, i jak mnie wzrok nie zmylił pan Rojek też tam był!

Tuż przed samym wejściem w czwartek popołudnie, po otrzymaniu karty tak jak chyba większość, zdecydowałam pominąć pudełko wypełnione korkami do uszy. Myślałam, że faktycznie mogłyby się przydać do Audytorium gdy będzie grał następnego dniam My Bloody Valentine, lecz od razu w czwartek?! Wszystko stało się jasne gdy po godzinie dwunastej My Bloody zaczął brzmieć na jednej z najlepiej zaopatrzonych dzwiękowo sceny Estrella Damm. Bez jakichkolwiek wątpliwości tuż pod koniec moje palce wciśnięte głęboko w dziurki uszów, utknęły tam na jakieś 15 minut, które poruszyły całą Barcelone. Poza świadomością wszytskich mieszkańców BCN, że ostatnimi dniami wiosennego maja ciągnąć się będzie wzduluz costa brzmienie muzyczne, które nie zaninie wraz z przestrzenią otwartego morza, lecz powróci z podwujną siłą, ooh nie wszytscy mogli!! My Bloody osiągną poziom takich częśtotliwości, że podczas ich koncertu w czwartek, mieszkańcy sąsiednich bloków i domków, a było ich zaledwie trzech! zglosili sie z pytaniem do wladz co się dzieje i jak długo jeszcze?
Chyba sam ten fakt, wyjaśnić może co dział się z publicznością, która już przed dwunastą gromadziła się koło, jedynej z otwartej i bardziej odizolowanej ze scen, aby zająć swobie nalepsze panoramicznie miejsce! Warjacja, nieskazitelna wariacja! Bomba dnia!

Bez wątpienia obok szczęśliwców którzy mogli wystąpić po godzinie dziewiątej i na jednym z najlepiej brzmiących scen Estrella Damm, reszta okazalosci, to znaczy około 28-miu grup, jakie grał w tym samym czasie na czterech innych scenach, były też warte zachodu!

Poza Yo La Tengo, na koncert który był dla mnie jednym z lepszych jakie grały na wielkiej scenie, i na który trzeba był wrócić i zająć dobre miejsce, na uwagę zasuguje bez wątpienia Andrew Bird jak i Joe Crepusculo. Skrzypek o dobrym głosie, pozwolił w harmonijny sposób odprężyć się po doświadczeniach wielkich gwiazd czwratkowych wydarzeń, a dzięki Joe Crupusculo, przez jedyne dziesięć minut, które zajęły mu cztery utwory, jak nie pięć, można było poskakać tuż przed długą drogą w kierunku Yo La Tengo. Jedyną z praktycznych rzeczy jaką można było zapamiętać z koncertu katalońskiego organisty i fatalnego piosenkarza, czyli grupki wariatów śpiewających w stylu disco-cato, to fakt iż w sobotę będzie Dj Coco! Bez przerwy, pomiędzy minutowymi utworami, informowali nas o tym, aby nie powiedzieć, że było to w fatalnym stylu o tym, że znajdujemy się na primavera sound i że będzie Coco. Komicznie lecz nie warte poświęcenia całych 45minut, aby znaleźć się na Ray-Ban Vice.

Udając się w kierunku Estrella warto było zatrzymać się na hicie Phoenix, poza którym nie było co robić pod Rockdelux, a nawet więcej bardziej zaskakującym wydarzeniem, o którym mogę jedynie wspomnieć, przechadzając się z jednego końca na drugi, że Lightning Bolt dali czadu i rzeczywiście mnie zaskoczyli.
Po zakończeniu najlepszych i najbardziej słyszalnych, od razu popędziłam w stronę Aphex Twin oczywiście wiedząc o tym, że bedę sie bawić po prostu świetnie, jedyną z rzeczy która mnie bardzo zaskoczyła, może nie, zawiodła! była animacja! Tragedia, lepiej było tańczyć z zwiśniętą głową w dół, bo animacja, poza ostatnimi ujęciami, ciętego i zszywanego ciała martwych ludzi, nie było w niej faktycznie nic. Wrecz obraz kojarzył mi się z ekranem komputera w trybie spoczynku. Jednak pozostając przy temacie animacji, poświęcili na nią czas, a przynajmniej dobrze ją dobrał Dj rupture, wręcz idealnie. Po Aphex, przez który nie mogłam zobaczyć Wooden Shjips, lecz których bez wątpienia spotakać można na polskim festiwalu off w Mysłowicach, udałam się prosto na Ebony Bones, przy której wszyscy bawili się skacząc,niebywała atmosfera, wielkie waractwo. Jak na końcowe wrażenia, były ok (The Withe Stripes!). O eksybicjonistach z Meneo chyba, nie ma co wspominać. Panowie w piżamach skacząc metamorfizują się w panów – skaczące fujary.

Czwartek, jako jeden z pierwszych dni festiwalu należał do udanych!